Zamiast nauczycieli przyszli towarzysze

2015-09-23 22:00:00 (ost. akt: 2015-09-23 21:53:16)

We wrześniu 1939 roku Maria Rutkowska poszła do II klasy szkoły początkowej. I chociaż ta - wtedy niespełna dziesięcioletnia - dziewczynka dzień 17 września zapamiętała po swojemu, to i takie wspomnienia są bardzo ważne.

Zamiast nauczycieli przyszli towarzysze
Wśród Białorusinów
Dzień 17 września 1939 r. budzi w mojej pamięci bardzo smutne wspomnienia. Mieszkaliśmy w małej wiosce na wileńszczyźnie, w powiecie postawskim. W naszej wsi żyli Białorusini wyznania prawosławnego. Tylko nasza rodzina była katolicka i polskiej narodowości. Trwała wojna. Chodziłam do II klasy szkoły początkowej. 17 września dzieci nie poszły do szkoły. Jakież było moje zdziwienie, kiedy koleżanka ze starszej klasy powiedziała, że już nie będzie pańskiej Polski, nie będzie biednych i bogatych, wszyscy ludzie będą równi, nie będzie panów wyzyskiwaczy. Oburzenie moje nie miało granic. Kłóciłam się, że Polska jest, że zwycięży. Przybiegłam do mamy z płaczem, że tak mówią źle o Polsce. Mama była bardzo przygnębiona. Powiedziała, że Polska przeżywała różne okresy w swojej historii i teraz jest obawa, że będzie jeszcze wojna. Zebraliśmy się wszyscy w domu. Nasi sąsiedzi poszli z kwiatami na gościniec na spotkanie sowieckiego wojska. Nawet nie podejrzewaliśmy, że tak to ich cieszyło. Przy następnym spotkaniu z koleżankami dowiedziałam się, że nie będziemy zwracali się do nauczycieli per „pani, pan", lecz „towarzyszu nauczycielu". Też się buntowałam. Bardzo mnie bolało, kiedy w mojej obecności śpiewano piosenki, poniżając Polaków, jak ta: „Jedzie Stalin na maszynie, a Rydz Śmigły na byku. Kuda jedziesz, czort łazaty? W Rasieju pa muku”. Kłóciłam się, denerwowałam, ale byłam osamotniona.

Zmiana szkoły dobrze mi zrobiła
Rodzice radzili nie ujawniać swoich uczuć i myśli. Mama tłumaczyła nam to, odwołując się do wiersza „Biała szata". Postanowili przenieść mnie do szkoły w drugiej wsi. Tam uczył przyjaciel rodziców pan Helman. I rzeczywiście zmiana szkoły i koleżanek dobrze mi zrobiła. W październiku znowu poszliśmy do szkoły. Wszystkich cofnięto o jeden rok. Byłam w I klasie z białoruskim językiem wykładowym. Dookoła nas były majątki ziemskie i białoruskie wioski. Okazało się, że agitacja bolszewicka przed wojną była szeroko prowadzona wśród Białorusinów. Już po 17 września mieszkańcy niektórych wsi poszli „rozbierać" panów. Pamiętam, że w majątku Czuczelice mieszkał z rodziną starszy już pan doktor Soroko. Z sąsiedniej wioski przyszły kobiety i zaczęły zabierać mu naczynia, ubrania, pościel, bydło, zboże. Dr Soroko włożył kożuch i wyszedł z domu, aby nie widzieć samowoli. Kobiety dopadły go w parku i zdarły kożuch. W lutym państwa Soroków wywieziono na Sybir.

Trudny okres deportacji
Od razu ustanowiono władzę radziecką. Mieliśmy piękny, nowy, duży dom; jego połowę zabrano nam na radę wiejską. Przewodniczącą została kobieta bardzo prymitywna, niepiśmienna. W majątku Chomiejki zabrała pani Zacharzewskiej ubrania, konia. Jeździła pięknie ubrana od wioski do wioski. Witano ją w myśl słów Międzynarodówki: „Dziś niczym, jutro wszystkim my”. Niemcy ją potem zastrzelili. A pani Zacharzewska uszyła sobie sukienkę z grubego lnianego płótna i wyglądała bardzo dostojnie. Pamiętam ją, jak rozmawiała z moim ojcem przy kościele.
Fascynacja Armią Czerwoną trwała jakiś czas, potem niektórzy myślący ludzie porównywali ją z polskim wojskiem. Czerwonoarmiści byli bardzo brzydko ubrani: szare mundury, brezentowe buty, okropne czapki. Na ładniej ubranych Białorusinów mówili, że to chyba polscy panowie. A dla Polaków zaczął się straszny okres deportacji na Sybir.

Maria Rutkowska-Kupran swoje wspomnienia spisała w książce „Ocalić od zapomnienia” (wyd. Antykwa, 2009), której jest współautorką. Przytoczony fragment dotyczący wspomnień 17 września, a pochodzący właśnie z tej publikacji, zamieściliśmy za jej zgodą. Za co chcielibyśmy przy okazji podziękować.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. cde #1915594 | 178.235.*.* 24 sty 2016 16:29

    Też kresowiak, "od Mejszagoły". " Za pierwszych Ruskich " Litwę oddano Litwinom. W szkole tylko po litewsku. Nauczyciel bił mojego baćkę do połamania trzcinki bo nie chciał podpisać się na kajecie po litewsku. Polacy utracili pracę. Gdy Rosjanie odchodzili kobiety, jak to na wsi, płakały, wśród nich moja babcia. Jeden z oficerów, może Polak, może korzenie polskie, na chwilę pozostał i powiedział: " Matka, ty nie płacz, ciesz się, że odchodzim bo jak zostanim to na wieki". Za "drugich Ruskich"jak przyszli to przejęli Litwę i zostali, nie tylko tam. W ruskiej pieśni powinno być: czort łobaty ( bez rogów), w rejonie Postaw; łabyr - krowa bez rogów. Pozdrawiam Wilniuków.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. kresowiak #1821224 | 217.99.*.* 24 wrz 2015 09:47

    Serdecznie pozdrawiam Panią Rutkowską-Kupran.Pamiętam Panią z internatu LO.Były uczeń LO.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz