W Drohobyczu Ukraińcy i Polacy żyją w zgodzie

2015-06-24 20:00:59 (ost. akt: 2015-06-24 20:30:19)
W Drohobyczu Ukraińcy i Polacy żyją w zgodzie

Autor zdjęcia: Eugeniusz Sało

Z Arturem Deską, świeckim bratem „Caritas Ukraina”, założycielem Drohobyckiego Centrum Wolontariatu CARITAS, doradcą zarządu Fundacji „Otwarty Dialog”, rozmawia Eugeniusz Sało.

Brat już mieszka dwanaście lat w Drohobyczu. Jaka jest mentalność mieszkańców tego miasta?
Wszystko się zmienia. W 2003 roku, kiedy tutaj przyjechałem Drohobycz był o wiele bardziej sowiecki. W tej chwili jest jednak ukraiński. Mam nadzieję, że za jakiś czas będzie nie tylko bardzo ukraiński, ale bardzo ukraińsko-europejski. Nie jest to taki proces, że ktoś weźmie czarodziejską różdżkę, zamacha w powietrzu i to się stanie. To jest pewna sekwencja działań, które są rozciągnięte w czasie i takie zmiany potrzebują po prostu dłuższego okresu.
Tym nie mniej, przez dwanaście lat Drohobycz bardzo się zmienił. Nie mówię o infrastrukturze, bo to pytanie do władz, a nie do mnie. Natomiast jeśli chodzi o mentalność, to Drohobycz się zmienił. Ludzie bardziej zaczęli cenić to, że są Ukraińcami. Niektórzy zaczęli cenić to że są Polakami.

Jaki jest stosunek miejscowych Ukraińców do przedstawicieli innych narodowości mieszkających w Drohobyczu?
Jeżeli patrzeć na to pytanie globalnie to jest pozytywny. Ja osobiście nie widzę problemów. Chociaż zdarzają się jakieś incydenty, ale to są rzeczy jednostkowe. W każdym kraju są ludzie nietolerancyjni i Drohobycz nie jest wyjątkiem. Trafiają się i tacy, ale nie oni formują twarz miasta.
W pewnym czasie, kiedy separatyści z Rosjanami chcieli zająć cały Donbas i pójść dalej, to w Drohobyczu pojawiły się na murach jakieś antypolskie hasła i antyukraińskie po polsku. Dla wszystkich było oczywiste, że to jest prowokacja, żeby pokłócić Polaków i Ukraińców w momencie, kiedy Ukraina potrzebuje polskiego wsparcia. Ludzie zwrócili na to uwagę przekonani, że to jest prowokacja. To też świadczy o pojmowaniu stosunków polsko-ukraińskich, że w głowach miejscowych drohobyczan nie powstała myśl, że Polacy są przeciwko nim, że jeżeli coś takiego się pojawiło, to na pewno nie zrobili tego Polacy.

Brat pomaga nie tylko Ukraińcom, ale teraz również krymskim Tatarom.
Ja staram się pomagać wszystkim. Nigdy nie pytam kim jesteś, pytam czego potrzebujesz. Wśród tych ludzi, którzy przychodzą prosić o pomoc, czy potrzebują pomocy są zarówno Krymscy Tatarzy, Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi, Cyganie, muzułmanie, prawosławni, rzymscy katolicy, grekokatolicy, są osoby niewierzące, nie ma to dla mnie zasadniczego znaczenia. Chodzi o to, żeby ludziom pomóc. A to wynika z tego, że jestem w Caritasie i jego mottem są słowa, że „Bóg jest miłością” („Deus caritas est”).

Czyli brat uczy, że trzeba być przede wszystkim człowiekiem dla człowieka.
No tak. Myślę, że wiele jest takich osób, które pomagają i robią to lepiej i skutecznej ode mnie. Nas nie widać, ale jest nas bardzo dużo. Człowiek zaczyna to rozumieć, kiedy wpadnie w jakąś biedę i zaczyna szukać pomocy. Nagle okazuje się, że tych ludzi, którzy pomagają jest sporo.

Zobacz: Kościół w Drohobyczu. Komuniści ołtarzami palili w piecach

Oprócz Caritasu brat również prężnie działa w Fundacji „Otwarty Dialog”. Czym zajmuje się fundacja?
Jest to polska fundacja, która działa w Polsce, Ukrainie, Kazachstanie, Brukseli. Nie jest to działalność polityczna, raczej doradcza, przy tworzeniu ustaw, reform, pomoc osobom, które zostały pokrzywdzone.
W związku z tym, że na Ukrainie toczy się wojna, a przedtem odbywała się Rewolucja Godności, fundacja bardzo mocno zaangażowała się w pomoc dla Euromajdanu i później dla ochotniczych batalionów, wojska ukraińskiego, osób rannych. No i jeszcze jedna działka działalności fundacji to jest pomoc osobom przesiedlonym. Fundacja „Otwarty Dialog” była pierwsza z mniej znanych organizacji, która zaczęła pomagać krymskim Tatarom, którzy musieli opuścić Krym.
Działalność fundacji jest bardzo obszerna. Tutaj Fundacja prezentuje swoje raporty analityczne, raporty ze swoich działań. Fundację przedstawiają dziś tu na miejscu: Bogusław Stanisławski, członek rady nadzorczej, który przez wiele lat był szefem „Amnesty International” w Polsce; Marian Prysiażniuk, który jest kierownikiem kijowskiego biura fundacji i moja skromna osoba – jestem doradcą zarządu fundacji.

Rozmawiał Eugeniusz Sało
Tekst ukazał się w nr 11 (231) 16-29 czerwca 2015 "Kuriera Galicyjskiego"

Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. :-) #1762100 | 178.36.*.* 24 cze 2015 21:15

    Dobre: ".... trzeba być przede wszystkim człowiekiem dla człowieka"

    ! - + odpowiedz na ten komentarz