Więzienne grypsy w pudełku po cygarach

2014-08-25 10:40:00 (ost. akt: 2014-08-25 10:43:58)
Więzienne grypsy w pudełku po cygarach

W domu Mariusza Kwiatkowskiego z Olsztyna zachowały się grypsy więzienne z lat 1939-1941, adresowane do jego ciotki Elżbiety, osadzonej w więzieniu w Wilnie.

— Skąd mam te grypsy? — opowiada Mariusz Kwiatkowski. — Znalazłem je przypadkowo w pudełku po cygarach, porządkując domowe archiwa. A cała historia zaczęła się po wybuchu wojny.

Rodzina Kwiatkowskich mieszkała wtedy w Wilnie. 19 września 1939 roku Armia Czerwona zajęła Wilno.

Mariusz Kwiatkowski miał wtedy zaledwie trzy lata. Był siostrzeńcem Elżbiety Kwiatkowskiej.

— Ciocia Elżbieta była ładną szatynką — wspomina. — Pracowała na stanowisku adiunkta w sztabie armii polskiej w Wilnie, a jej bezpośrednim przełożonym był generał Stefan Dąb-Biernacki. Oto Krzyż Niepodległości z 1930 roku, który przyznano Elżbiecie Kwiatkowskiej „dla osób, które zasłużyły się czynnie dla niepodległości Polski“. Za co konkretnie, pan Mariusz nie wie.

Znaleźli maszynę
do pisania

20 września 1939 roku do drzwi domu na Antokolu załomotali szauliści (litewska policja) i funkcjonariusze NKWD. Znaleźli w szafie maszynę do pisania, pochodzącą z biura sztabu. Prawdopodobnie przed wejściem Rosjan do Wilna polscy urzędnicy zabierali do domów wyposażenie biura, by je ukryć. Jednak samo posiadanie maszyny w tamtych czasach i fakt, że ciotka pracowała w sztabie armii polskiej, wystarczyły, żeby ją aresztować. Znalazła się w więzieniu na Łukiszkach, do którego Rosjanie wtrącili wielu Polaków. Trafiła tam także mama pana Mariusza Janina. W dodatku ojciec, który we wrześniu 1939 roku został zmobilizowany, podczas podróży na zgrupowanie wpadł w ręce Niemców i trafił do łagru. Wychowaniem chłopca zajęły się dwie ciotki. Rodzina miała na głowie nie tylko to.
— Krewni podjęli starania, by wypuszczono mamę i ciotkę Elżbietę — opowiada pan Mariusz. — Wynika to z treści grypsów. Kto je przemycał do więzienia, nie wiem. Ze względów bezpieczeństwa nikt się pod nimi nie podpisał.

Grypsy to cienkie bibułki zapisane ołówkiem tak drobnymi literami, że ich treść trzeba odczytywać przez lupę. Informacje z frontu, słowa otuchy: „Kochana Elu! Na razie stoi to wszystko w martwym punkcie, u sędziego Śl. Ale bądź dobrej myśli. Ostrożnie bądźcie z płk B. (prawdopodobnie pani pułkownik siedziała razem w celi z ciotką). Niewykluczone, że podstawiona. Twój Pietr U. też jest na usługach. Józek jest we Francji. Pozdrowienia od Zygmunta Ostr. Trzymaj się i nie płacz!“.

Europa
w ogniu

— Mijały miesiące, a ciotka nadal siedziała — opowiada pan Mariusz. — Tymczasem Niemcy szykowali się do kolejnych podbojów.
„Wkrótce zapowiadają się nowe wydarzenia na świecie, może dla nas pomyślne — anonimowy autor słał słowa pocieszenia do uwięzionej ciotki. — Anglicy i Francuzi już zaczynają się ruszać. Chyba w tym roku skończy się wojna“.

Nic z tych rzeczy. 9 kwietnia 1940 roku Niemcy zaatakowali Norwegię i Danię. W odpowiedzi Anglicy i Francuzi wysadzili desant w Norwegii. Po zaciętych walkach, z udziałem polskiej Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, alianci opanowali Narwik.
„Anglicy są już w Norwegii i biją boszów (tak Francuzi nazywali Niemców — przypis red.) — informuje autor grypsu. — Polacy też w tym biorą udział. Są widoki, że może wkrótce bolszewicy wystąpią przeciwko Niemcom. Bardzo odznaczyła się nasza łódź podwodna „Orzeł“ i lotnicy. Sikorski został wyznaczony na zastępcę wodza naczelnego sił zbrojnych koalicji. Kochana Elżuniu. Wkrótce skończą się męki Polaków i twoje“.

Małgosię niemaszki
wyrzucili

Mariusz Kwiatkowski wspomina, że rodzina była w trudnej sytuacji materialnej. Żeby mieć pieniądze na chleb i zakupy, zaczęto wyprzedawać z domu różne przedmioty.
„Napisz, co uważałabyś za możliwe sprzedać z rzeczy? Może talerz lub kilim nad łóżkiem, albo szklanki, albo coś innego? Uzbiera się z tego trochę litów na zakupy w kantynie“ — czytamy w grypsie.

Tajne liściki zawierały też informacje o losach innych członków rodziny.
„Janka (matka pana Mariusza — przypis red.) jest już w domu. Otrzymaliśmy list od Leona (wujek — przypis red.), jest zdrów. Stefan (drugi wuj) we Francji, na wolności. Przysłał Tosik list, żywi, zdrowi. Powiadom Stachę, że z mężem nie jest tak źle, myśli się o nim. Frankowie i Arkowie szykują się do wyjazdu do Warszawy. Małgosia z Edkiem też przez jedną dobę siedzieli w Siedlcach. Małgosię niemiaszki wyrzucili z mieszkania. Józik we Włoszech, wybiera się do Francji“. Okupacyjna rzeczywistość.
Tymczasem w Wilnie i innych miastach było niespokojnie.
„Na mieście wiele awantur. W kościołach, cukierniach szauliści chcą wszystkiego na modłę kowieńską. W kościołach wileńskich leje się krew. A wszystko dlatego, że Polacy nie chcą śpiewać po litewsku“.
Wydarzenia na froncie zachodnim rozwijały się niekorzystnie.
„Anglicy tracą grunt w Norwegii. Wkrótce wojna na Bałkanach“.
A Elżbieta Kwiatkowska wciąż czekała na rozpoczęcie rozprawy.
„Kochana Elu! Sprawa twoja ponownie jest u sędziego Śl. W końcu tygodnia będziemy mieli bliższe dane po powrocie twojego adwokata w Kownie, gdzie powędrowały papiery i na nieszczęście zaginęły. Rozważ, czy nie byłoby roztropnie złożyć skargę do prokuratora mającego nadzór nad więzieniem, bo przecież co to za przestępstwo, maszyna do pisania. Ale bądź dobrej myśli!“.
Zbliżała się Wielkanoc 1941 roku i kolejne święta za kratkami.
„Święcone ci naturalnie przyślemy. Kochana, już teraz składamy ci najserdeczniejsze życzenia“ — piszą krewni w innym grypsie.
Minęła Wielkanoc, minęło lato, jesień. Do rozprawy nie doszło.
Zew
ziemi wileńskiej

22 czerwca 1941 roku Niemcy zaatakowali ZSRR. Ciotka Elżbieta siedziała w więzieniu jeszcze przez kilka tygodni, po czym ją wypuszczono. Pan Kwiatkowski nie wie, w jakich okolicznościach.

W lutym 1942 roku Związek Walki Zbrojnej przemianowano na Armię Krajową. Do AK należały zarówno mama pana Mariusza Janina, jak i ciotka Elżbieta. W domu Kwiatkowskich w Wilnie zrobiono tzw. „metę“. Odbywały się tam ciągle jakieś tajne spotkania, narady.
Wspomina o tym Edmund Banasikowski w książce „Na zew ziemi wileńskiej“, poświęconej ruchowi oporu na Kresach. O mamie Janinie i jej siostrze Elżbiecie Kwiatkowskiej i innych tak mówi jeden z jej bohaterów: „Polki w Wilnie mają wielkość w swoich sercach“.
— Pewnego dnia przyjechali jacyś ludzie z Warszawy — wspomina pan Mariusz. — Byłem dzieckiem, wygadałem się wśród rówieśników o tym na podwórku. A przecież byli to łącznicy. Na szczęście nikt tego nie podsłuchał.

W lipcu 1944 roku żołnierze AK stoczyli w Wilnie krwawą bitwę z Niemcami. Do domu Kwiatkowskich zwożono ciężko rannych. Decydujące uderzenie na Wilno przeprowadziła jednak Armia Czerwona. Potem Wileńszczyznę włączono do ZSRR.
Po wojnie Elżbieta Kwiatkowska wraz z rodziną osiedliła się w Olsztynie. Pracowała w sekretariacie w olsztyńskim browarze przy alei Wojska Polskiego. Zmarła w 1970 roku. Jako były akowiec niezbyt chętnie opowiadała o tym, co przeżyła. Prawdę o tamtych czasach ujawniają więzienne grypsy.

Mariusz Kwiatkowski, który pracował w Miasto-Projekcie, dziś jest emerytem. Zastanawia się, co zrobić z więziennymi grypsami, tak cennymi pamiątkami po cioci Eli. Uważa, że powinny trafić do Muzeum Warmii i Mazur, bo przecież ciocia po wojnie stała się olsztynianką. Pamiątki po niej to przecież kawałek polskiej historii.

Władysław Katarzyński
Więcej ciekawych historii kresowych: kliknij tutaj

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB